- Jakoś... nie śpieszy mi się. - wzruszyłem lekko ramionami siadając pod drzewem i kładąc dłonie na zimnej trawie.
- Jak nauczyłeś konia aportować? - spytała nagle.
- Miałem kiedyś psa, lubił ganiać za piłkami. Jako że Lucas to straszny papuga, latał za nim i tak jakoś... - Uśmiechnąłem się lekko. Nagle usłyszałem czyjś głos, podśpiewujący angielską piosenkę. Od razu wstałem. - Chodź... - powiedziałem cicho.
Schowaliśmy się za krzaki, były wysokie więc bez problemu zmieściliśmy się w nich oboje i mieliśmy pewność, że nie będzie nas widać. Tak jak myślałem, był to jeden z żołnierzy wroga, stanął nagle i butelkę z wodą. Podniosłem broń, przyłożyłem oko do celownika. Miałem ją jak na widelcu, wystarczyło jedynie pociągnąć za spust... jednak nie potrafiłem. Nie umiem strzelać do żywych ludzi, nawet tych do których muszę. W głowie pojawiając mi się tysiące myśli, obraz jak to odstrzeliwali mojego ojca i brata, nie potrafiłem.
- Na co czekasz? Strzelaj. - szepnęła.
Przyłożyłem palec do spustu jednak czułem jak skręca mnie w środku, nagle nieprzyjaciel odszedł. Spuściłem broń i głowę zasłaniając oczy dłonią.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz