sobota, 28 listopada 2015

Od Maksa

Dziewczyna wstała i ja również, ruszyła w stronę swojego pokoju.
- Wybacz, nie powinienem pytać. - westchnąłem.
Ta jedynie skinęła głową i zniknęła za drzwiami pokoju, natomiast ja poszedłem do stajni, do Lucasa i innych koni.

?

Od Taigi

Odwróciłam nieco wzrok, westchnęłam po czym wróciłam wzrokiem do chłopaka
- Moja rodzina nie żyje - Wydusiłam w końcu z siebie - Mieszkałam na ulicy gdzie praktycznie to wszystko się zaczęło. Nie wiadomo skąd spotkała się armia niemiecka z angielską. Wszyscy strzelali na oślep, jedyną ucieczką był las i przedostanie się przez jezioro. Tylko mi udało się schować w krzakach, widziałam jak mój brat dostał kulkę w głowę, wyciągnął do mnie rękę, a ja nic nie mogłam zrobić. Później byłam w kilku miejscach aż trafiłam na tą zakonnice, a teraz jestem tu - Zakończyłam łapiąc się za rękę
- Nie wiedziałem - Powiedział cicho
- Pójdę już spać, dzięki za pokazanie gdzie co jest - Powiedziałam jedynie

?

Od Maksa

- Wiesz... - zacząłem. - Oczywiście że tęsknimy... - wzruszyłem lekko ramionami.
- A twoja rodzina tutaj też mieszka? - spytała siadając na schodach.
- Nie... - usiadłem obok niej. - Nie znam swoich prawdziwych rodziców, wychował mnie przypadkowy mężczyzna, ale był dla mnie jak ojciec. No ale jak się zaczęła ta cała wojna... Anglicy ustawili wszystkich pod ścianą, ja zdołałem uciec ale mój ojciec, brat który miał dopiero 6 lat... nie... bałem się tego wszystkiego, gdyby nie wojsko to pewnie też bym już leżał zakopany... - westchnąłem kładąc dłonie na kolana. - A ty, tęsknisz? - spytałem.

?

Od Taigi

Spojrzałam na chłopaka i kiwnęłam głową dając znak iż wszystko rozumiem
- Wszyscy tutaj mieszkacie? - Zapytałam po chwili
- W sumie to tak - Wzruszył ramionami
- Nie tęsknicie za rodziną? - Zapytała na co nieco posmutniał - Jeśli powiedziałam coś nie tak to przepraszam- Dodałam szybko

?

Od Maksa

- To chodź. - odwzajemniłem gest.
Ruszyliśmy przed siebie, pokazałem dziewczynie całą bazę, zaczynając od korytarza z pokojami, kończąc na zejściu do piwnicy.
- No i w sumie to byłoby chyba na tyle... - powiedziałem opierając się o barierkę analizując w głowie czy aby na pewno nie ominąłem niczego.

?

Od Taigi

- Cieszę się - Uśmiechnęłam się lekko, zaczynając jeść swoją porcję. W sumie dawno nie jadłam tak dobrego jedzenia. Chłopacy gadali o jakiś swoich sprawach, na których za bardzo się nie znałam. Podziękowałam za posiłek, odniosłam tackę i chciałam wracać już do swojego pokoju, kiedy zatrzymał mnie Maks
- Tak? - Zapytałam nieco zaskoczona
- Może Cię oprowadzę? Żebyś wiedziała gdzie jest więcej pomieszczeń - Zaproponował
- Chętnie - Wyznałam z uśmiechem

?

Od Maksa

Jak to się nasłuchałem jaki to jestem nieodpowiedzialny, lekkomyślny, głupi... szkoda gadać. Jednak udało mi się go przekonać żeby mogli zostać i żeby nie miał do nich pretensji. W końcu wyszedłem i gdy tylko zamknąłem drzwi wywróciłem oczami. Ruszyłem w stronę stołówki, przedrzeźniając go sobie pod nosem. Jednak szybko straciłem apetyt, wziąłem sobie jedynie coś do picia i usiadłem koło reszty.
- I jak tam spotkanie ze smokiem? - spytał Lory.
- Daj spokój... - mruknąłem. - Znalazło się parę rodzin, które zaopiekowało się dzieciakami. - uśmiechnąłem się lekko do dziewczyny.

?

Od Taigi

Rozejrzałam się po pokoju, wyglądał na całkiem fajny, dużo lepszy niż ten w którym dotychczas mieszkałam. Usiadłam na łóżku, a chłopak wyjaśnił mi gdzie jest łazienka, stołówka
- Kto to Donn? - Zapytałam nagle
- Nasz dowódca, nie jest zbyt miły - Wyjaśnił - Nie jest zbyt zadowolony, że straciliśmy taki punkt obserwacyjny - Dodał
- I to z naszej winy - Dokończyłam
- Nikt nie mógł przewidzieć, że ta siostrunia wywinie nam taki numer - Wzruszył ramionami - Jak się wykąpiesz i przebierzesz to idź do końca korytarza będę tam czekać, zjemy coś razem - Uśmiechnął się miło, a ja skinęłam głową. Dawno nie czułam na swojej skórze ciepłej wody, dokładnie umyłam swoje ciało, po czym przebrałam się w czyste ubrania. Chłopak rzeczywiście na mnie czekał
- Maksa jeszcze nie ma? - Zapytałam
- Jeszcze go przetrzymuje - Westchnął - Chodź, mamy tutaj całkiem smaczne jedzenie, a dzisiaj jest kurczak

?

Od Maksa

- Tutaj nie ma takich osób, każdy jest miły, strażnicy dokładnie pilnują wszystkiego. - wyjaśniłem. - Otworzyłem jeden z pokoi, który miał być właśnie dziewczyny. - Pokoje nie są pięciogwiazdkowe, ale nie jest źle. W szafce są ciuchy a... - nie dokończyłem, ponieważ przerwał mi Lory.
- Donn chce cię widzieć. - powiedział. - Ja ją oprowadzę. - uśmiechnął się lekko. - Powodzenia. - poklepał mnie po ramieniu.
Westchnąłem jedynie pod nosem i ruszyłem w stronę pomieszczenia gdzie czekał na mnie Furia.

?

Od Taigi

Spojrzałam na wszystkich, i westchnęłam cicho. Chyba wolałam jechać z nim, w końcu reszty nie znałam, a z nim chociaż  trochę gadałam
- Pojadę z Tobą - Powiedziałam cicho. Podał mi rękę, w ja ją ujęłam, wskoczyłam za niego i złapałam się go. Nie wiem ile jechaliśmy, nawet nie chciałam patrzeć na tą drogę. Przez cały tez czas myślałam co będzie dalej. Po dwóch, albo trzech godzinach byliśmy w ich bazie
- Dam Ci świeże ubrania i pokaże gdzie jest łazienka, później przedstawie Cię innym - Uśmiechnął się do mnie, cały czas szłam za nim
- Co jeśli ktoś nie będzie chciał ich adoptować? Albo jeśli trafią do złej rodziny? - Zaczęłam, w sumie nie interesował mnie mój los, i tak moje życie było już przegrane

?

piątek, 27 listopada 2015

Od Maksa

Pokręciłem jedynie głową z niezrozumieniem, rozumiem że chce dla nich jak najlepiej, ale żeby... co tak siostra ma w głowie, że w ogóle może jej takie coś proponować, że mogłaby grozić tym niewinnym dzieciom?
- Wiesz że są inne rozwiązania? - spojrzałem na nią ukradkiem.
- Ciekawe jakie. - mruknęła.
Odwróciłem na chwilę wzrok, ciężko coś wymyślić tak na zaraz. Chociaż...
- Ma pewien pomysł. - powiedziałem nagle i wstałem. - Chodź. - zszedłem na dół. - Chłopaki, zbieramy się, koniec tego obserwowania, trzeba wracać.
- Siostrzyczka zwiała. - powiedział Lory. - Przeleciała przez granicę w stronę ich obozu, obawiam się że powie co nie trzeba, nie mamy wyboru, musimy jechać. - wzruszył lekko ramionami. - A co z dzieciakami? - spytał.
- Jak to co? Przecież ich tutaj nie zostawimy. - powiedziałem stanowczo.
Zaczęliśmy zbierać swój sprzęt, Kostek sprowadził konie na dół i napoił. Apacz i ja sprowadziliśmy dzieci na dół, wróciłem jeszcze do góry do Taigi która zbierała rzeczy dzieciaków.
- Jak to teraz będzie? - spytała nie przerywając zajęcia.
- U nas jest dużo rodzin które straciło dzieci albo takie, które chętnie zaopiekują się kolejnymi. Jest tam ciepło, bezpiecznie, przytulnie... jest kilka dziewczyn w twoim wieku, pomagają. - wyjaśniłem.
Zeszliśmy na dół, wszyscy byli już gotowi. Wziąłem na ręce Katherine, która dalej stała przy koniach, Apacz zapinał siodło Norbiemu.
- Jedziesz z nim, czy ze mną na Lucasie? - spytałem.

?

Od Taigi

- Niby nic mi nie może zrobić, jestem pełnoletnia, jednak z drugiej strony jeśli wszystko załatwi... jeśli będę grozić dzieciakom, nie będę mieć innego wyjścia - Podniosłam głowę - W sumie może to i lepiej...
- Co?! - Wręcz krzyknął, czym mnie lekko zaskoczył
- Jeśli rzeczywiście są tak dobrze urodzeni, to zapewnię jakieś życie im wszystkich, nie będą się musieli martwić czy mają coś do jedzenia czy też nie, z sufity nie będzie kapać woda...

?

Od Maksa

Że co? Spojrzałem na nią zdziwiony, ta jedynie ponownie schowała twarz w kolana. Kto w tym wieku, sprzedaje żywe osoby? Przecież to jest nieludzkie. Usiadłem obok niej, jednak nie specjalnie wiedziałem co teraz powiedzieć, jak ją pocieszyć...
- To nie ten wiek, żeby cię mogła sprzedać wbrew twojej woli. - powiedziałem. - Boże, jak to brzmi... nieludzko... - przejechałem dłonią po włosach. - Nie martw się. - powiedziałem ciszej i lekko ją szturchnąłem.

?

Od Taigi

- Nie - Mruknęłam jedynie chowając głowę w kolana, dalej nie mogło to do mnie dojść, słowa osoby, która niby oddała się Bogu, a chce sprzedać żywą osobę...mnie
- Co jest? - Usłyszałam jak podchodzi nieco bliżej
- Co jest, co jest. Ciekawe jak Ty byś się zachował jakbyś się dowiedział, że chcą Cię sprzedać - Spojrzałam na niego ni to ze złością ni to z smutkiem

?

Od Maksa

Spojrzałem lekko zdziwiony na dziewczynę biegnącą na poddasze a następnie na siostrę która minęła nas bez słowa. Ruszyłem na górę, dziewczyna siedziała skulona pod ścianą.
- Wszystko gra? - spytałem niepewnie stojąc na schodku i przyglądając się jej.

?

Od Taigi

- Tobie również - minęłam go na schodach idąc do siebie, jeszcze długo nie mogłam spać. W końcu usnęłam, obudził mnie jeden z malców oznajmiając, że idę z siostrą do pobliskiego miasteczka
- Zawsze chodziła sama - Mruknęłam przecierając oczy
- Mówi, ze to wazne - Odpowiedział z uśmiechem, skinęłam jedynie głową
~~~
- Posłuchaj Taiga, jesteś już dorosła, wiem z różnych źródeł, że wiele ważnych osób się Tobą interesuje, niektórzy proponują całkiem spore sumy - Zaczęła, kiedy z siatkami wracałyśmy ukradkiem do domu, do pewnego miejsca mogłyśmy mówić, że pomagamy w zakonie, jednak za lasem musiałyśmy już uważać
- Nie rozumiem... - Mruknęłam
- Masz 18 lat, możesz wyjść już za mąż... - Wyjaśniła
- Chcesz mnie sprzedać?! - Warknęłam
- To nie tak - Jej wzrok prosił choć o odrobinę zrozumienia
- Nigdy się na to nie zgodzę - Syknęłam wyprzedzając ją. W starym budynku byłyśmy po 15 minutach, bez słowa odłożyłam jakże wielkie zakupy i zamknęłam się na poddaszu, powoli osunęłam się pod ściąną

?

Od Maksa

Wyszedłem za dziewczyną i ruszyliśmy w stronę sierocińca, szedłem kilka kroków za nią.
- Nie miałem wyjścia. - mruknąłem.
Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu, będąc na miejscu, zastaliśmy jedynie ciemność, wszyscy spali.
- Dobranoc. - powiedziałem opierając się o barierkę schodów.

?

Od Taigi

Spojrzałam zdezorientowana na chłopaka, dlaczego nie strzelił?! Co jeśli by nas zobaczył? Jeśli poszedłby dalej, wszedłby do budynku, wykrył wszystkich...
- Dlaczego nic nie zrobiłeś? - Zapytałam ciągle będąc blisko niego
- Nie jestem taki - Mruknął
- To dlaczego jesteś w wojsku? - Zapytałam, jednak to pytanie odbiło się echem - Pora wracać, może tutaj wrócić, lepiej być w środku - Wyszłam z kryjówki idąc w stronę budynku

?

Od Maksa

- Jakoś... nie śpieszy mi się. - wzruszyłem lekko ramionami siadając pod drzewem i kładąc dłonie na zimnej trawie.
- Jak nauczyłeś konia aportować? - spytała nagle.
- Miałem kiedyś psa, lubił ganiać za piłkami. Jako że Lucas to straszny papuga, latał za nim i tak jakoś... - Uśmiechnąłem się lekko. Nagle usłyszałem czyjś głos, podśpiewujący angielską piosenkę. Od razu wstałem. - Chodź... - powiedziałem cicho.
Schowaliśmy się za krzaki, były wysokie więc bez problemu zmieściliśmy się w nich oboje i mieliśmy pewność, że nie będzie nas widać. Tak jak myślałem, był to jeden z żołnierzy wroga, stanął nagle i butelkę z wodą. Podniosłem broń, przyłożyłem oko do celownika. Miałem ją jak na widelcu, wystarczyło jedynie pociągnąć za spust... jednak nie potrafiłem. Nie umiem strzelać do żywych ludzi, nawet tych do których muszę. W głowie pojawiając mi się tysiące myśli, obraz jak to odstrzeliwali mojego ojca i brata, nie potrafiłem.
- Na co czekasz? Strzelaj. - szepnęła.
Przyłożyłem palec do spustu jednak czułem jak skręca mnie w środku, nagle nieprzyjaciel odszedł. Spuściłem broń i głowę zasłaniając oczy dłonią.

?

Od Taigi

- Raczej to pierwsze - Westchnęłam
- Wiem, że nie wypada się pytać o wiek, ale... ile masz lat?
- 18 - Odpowiedziałam bez żadnych zawahań czy też przemyśleń - Zapewne, nie jesteś ode mnie za dużo starszy
- O rok - Odpowiedział - Jesteś pełnoletnia, nie musisz tutaj siedzieć, mogłabyś znaleźć schronienie w głębi miasta
- Przyzwyczaiłam się do dzieci - Wzruszyłam ramionami - Sama i bym może jakoś dała radę tam dojść, ale z gromadką takich dzieci, jest to niewykonalne - Przeczesałam włosy - Jeśli chcesz gadać o tym co złe to możesz iść do swoich, noc to jedyna pora dnia, gdy wszystko wygląda normalnie

?

Od Maksa

- Maks. - odpowiedziałem.
Podniosłem głowę spoglądając na niebo, bezchmurne, rozgwieżdżone. Słychać było jedynie świerszcze, huk sowy i wiatr. Niezwykle idealna chwila aby zapomnieć o wszystkim co się dookoła dzieje.
- Dręczą cię komary czy po prostu, bezsenność? - spytałem kierując wzrok na nią.

?

Od Taigi

- Okej - Odpowiedziałam jedynie siadając na swoim miejscu i zaczynając swój posiłek, widząc, że niektóre dzieciaki już kończyły z uśmiechem dolewałam im dokładek...
Wieczorem jak zawsze każdy znalazł się w swoim łóżku, jednak tej nocy nie mogłam spać. Wyszłam po cichu z pokoju i usiadłam na parapecie, spojrzałam na gwiazdy, które jasno świeciły na niebie. Las wyglądał tak bardzo spokojnie
- Cholerna wojna - Mruknęłam pod nosem
- Byłem przekonany, że tylko ja nie śpię - Usłyszałam głos za sobą, który był mi już dobrze znany
- Jeszcze trochę i pomyślę, że mnie prześladujesz - spojrzałam na żołnierza - Jak w ogóle masz na imię? Moje już słyszałeś wiele razy, ja Twojego jeszcze ani razu

?

Od Maksa

Chrząknąłem jedynie, przez co dziewczyna się zatrzymała jak i siostra spojrzała na mnie.
- Da jej siostra spokój, ma rację, nie jest naszą służącą. Jesteśmy tutaj nie zbyt chcianymi gośćmi, dlatego też nie będziemy zabierać wam posiłku, może ktoś będzie chciał dokładki. - uśmiechnąłem się lekko. Wsiadłem na Lucasa i złapałem za wodze. - Wrócimy wieczorem. - dodałem.
Powoli zeszliśmy po kłodzie na dół po czym ruszyliśmy w stronę granicy aby upewnić się że nie ma tam niebezpieczeństwa.

?

Od Taigi

Dzisiaj ponownie była moja kolej, aby coś ugotować, miałyśmy jeszcze trochę królika, więc na nim ugotowałam zupę, mięsa może nie było za dużo, ale każdy dostanie po kawałku
- Pamiętaj, żeby ugotować więcej - Przypomniała mi siostra przechodząc obok - Pan Bóg kazał się dzielić- Zaczęła na co przewróciłam oczami
- A mogę dosyć im trutki na szczury? - Zapytałam z niewinnym uśmiechem
- Taiga! Zachowuj się jak na damę i katoliczkę przystało! - Tak przez cały czas patrzyła mi na ręce i obserwowała czy czegoś nie dosypuje, przecież bym tego nie zrobiła... Raczej... Chociaż...
- Najstarsza z moich podopiecznych ugotowała ciepły posiłek. Taiga podaj panom - Machnęła na mnie ręką
- A co ja służąca? - Mruknęłam stawiając ostatnią miseczkę jednemu z chłopców, ta jedynie spojrzała na mnie gniewnie - Zaraz podam - Dodałam idąc w stronę kuchenki

?

Od Maksa

My? No ciekawe, oczywiście, przecież to ma sens! Strzelalibyśmy do naszych, oczywiście! Wywróciłem jedynie oczami, usiadłem pod ścianą i przymknąłem oczy zasypiając.

Zastanawiałem się co zrobić żeby dziewczyna przestała nas traktować jak morderców... niby nie muszę jej nic udowadniać, ale chciałem. Jak byśmy byli tymi, za których nas uważa już dawno by ich tu nie było. Odwróciłem na chwilę wzrok od granicy, widząc dwie dziewczynki przyglądające się Lucasowi podszedłem do nich i kucnąłem obok nich. Cmoknąłem wyciągając w stronę ogiera rękę, po chwili podszedł do mnie. Dwie blondyneczki zaczęły go głaskać a ten co jakiś czas cicho rżał z przyjemnością.
- Pokazać wam coś? - spytałem, te jedynie skinęły głową. Wyciągnąłem czerwoną piłeczkę. - Lucas zu bringen! - zagwizdałem rzucając w przeciwnym kierunku piłkę, ten od razu po nią pobiegł i po chwili wrócił rzucając mi ją pod nogi. - Gutes Lucas. - poklepałem go po szyi. - Chcecie spróbować? - uśmiechnąłem się lekko.
- Tak. - odezwała się jedna, odwzajemniając gest.
Podałem jej piłeczkę, te rzucały mu piłkę a ten im przynosił, mając przy tym zabawę. Wróciłem do chłopaków.

?

Od Taigi

Spojrzałam nieco zaskoczona na chłopaka, szybko odwróciłam kartkę na której był rysunek, żeby nie mógł zauważyć innych
- Pomaga zapomnieć - Mruknęłam jedynie ponownie głaszcząc konia i wstając zabierając tym samym swój notatnik i ołówek
- Naprawdę nie chcemy wam zrobić krzywdy, wiem że możesz być uprzedzona... - Zaczął robiąc krok w moją stronę
- Nie wciskaj mi kitu, wiem swoje - spojrzałam na niego gniewnie - Jakoś rok temu zjeżdżając tutaj nie interesowało was czy strzelacie do cywilów czy do żołnierzy. Przez was straciłam brata i całą rodzinę - Przycisnęłam do siebie zeszyt szybkim krokiem wychodząc z pomieszczenia

?

środa, 25 listopada 2015

Od Maksa

Gwałtownie otworzyłem oczy i zerwałem się na równe nogi. Widząc że wciąż jesteśmy w sierocincu odetchnąłem i przetarłem oczy wierzchem dłoni. Chłopacy już spali.
- Jak się nazywasz, co? - spytała głaszcząc ogiera po szyi.
- Lucas. - powiedziałem opierając się o ścianę. - Świetnie malujesz... Masz talent. - przyznałem i uniosłem lekko kącik ust spoglądając na portret konia.

?

Od Taigi

Dzieciaki od razu dorwaly się do koszyka każdy wziął swój ulubiony smakolyk, oczywiście dostałam wyzywanie że wychodzę, że kiedyś coś mi się stanie i tak dalej. Jednak nie bardzo się tym przejmowalam, po kilku minutach kiedy zabralam się za rysowanie ktoś szturchnal mnie w ramię, odwrocilam się zaskoczona
- Koń? - powiedziałam sama do siebie, ten jedynie spojrzał na koszyk - Chcesz?- wziąłem do ręki jabłko które zaraz ugryzł, zasmialam się cicho z uśmiechem go glaszczac, w dzieciństwie tak bardzo kochalam te zwierzęta teraz spotkać je graniczy z cudem

?

Od Maksa

Cóż, taki już nasz los że biorą nas za morderców. Ale przepraszam bardzo, to nie my rozpętaliśmy tą pieprzoną wojnę, nie nasza wina, nie mają prawa nas osądzać.

Dziewczyna wróciła po kilku godzinach z koszykiem jabłek. [...] Usiadłem pod ścianą, po chwili podszedł do mnie Lucas kładąc się i opierając łeb o moje kolana. Uśmiechnąłem się lekko i zacząłem gładzić jego szyję.
- Gutes Pferd - powiedziałem cicho nie przerywając. - Nur Sie Ich habe, weißt du? - nachyliłem się i szepnąłem mu do ucha na co ten w odpowiedzi parsknął.

?

Od Taigi

Spojrzałam na zakonnicę, później na tych całych żołnierzy po czym na miskę z zupą. Wzięłam ją do ręki, po czym oddałam siedzącej obok mnie Katnnis, do ust wzięłam jedynie kromkę chleba
- Taiga nie rób scen, nie wszyscy są tacy sami - Zaczęła
- Armia to armia, ma tylko jeden cel - Powiedziałam na tyle głośno, żeby pozostali z łatwością mnie usłyszeli. Nie ukrywam swojej niechęci do każdego z bronią, może nie powinnam wszystkich oceniać tak samo, jednak mimo wszystko nie umiałam inaczej, po prostu. Wstałam zabierając ze sobą koszyk
- Wróć! - Usłyszałam za sobą głos siostry
- Wole zginąć od kulki niż z głodu - Odpowiedziałam jedynie wychodząc tylnym wyjściem i dyskretnie dostając się do lasu, zaczęłam zbierać wszystko co daje las, zaczynając od jeżyn, malin i jakiś ziół, a kończąc na grzybach. Blisko lasu był duży sad ogrodzony wielkim murem. Jedna gałąź zwisała tak, że mogłam jej dosięgnąć. Chwytając za jabłko, czułam jak wali mi serce. Zerwałam prawie wszystkie jakie udało mi się dosięgnąć, szybko znikając za krzewami. Jednak jakoby nie patrzeć miałam cały koszyk. Usiadłam na pniu drzewa biorąc soczyste jabłko do ręki, czując jego słodki smak, uśmiechnęłam się sama do siebie

?

Od Maksa

Uniosłem lekko brwi nie zbyt rozumiejąc. Jak by Anglicy tu wparowali, już by dostali kulkę w plecy. Jednak po części można zrozumieć jej zachowanie, dobra... nie ważne. Podeszliśmy do wybitych okien gdzie przyszykowaliśmy swój punkt obserwacyjny. Kostek ugotował jakąś zupę, chciał już sobie nakładać jednak mu przeszkodziłem.
- Pierw oni. - ten wywrócił oczami. Skierowałem wzrok na siostrę która spojrzała na mnie pytająco. Skinąłem głową, ta wstała i nalała każdemu do miseczki zupy.

?

Od Taigi

Prychnęłam jedynie pod nosem
- A gdy położymy się spać, jak gdyby nigdy nic będzie strzelać do każdego łóżka? - Kiedyś zapłacę za ten język wiem o tym, jednak miałam już tego dość, od kiedy jest ta cała wojna, straciłam wszystkich bliskich, błąkam się od jednego miejsca do drugiego. Widziałam rzeczy o których nawet nie chce myśleć, jednak to nie wychodzi codziennie kładąc się spać widzę te same obrazy
- Co? Nie - Zaprzeczył od razu - Chcemy tylko mieć tutaj punkt, nic więcej - Zaczął patrząc na zakonnice
- D...Dobrze, Bóg kazał ufać... - No pewnie, zawsze musi wyjeżdżać z tymi swoimi mądrościami, gdyby nie te dzieciaki już dawno poszłabym gdziekolwiek, byle daleko
- Kazał się też zabijać, mordować i krzywdzić? - Spojrzałam na nią - Jak już będę martwa to chce zostać pochowana obok moich rodziców i brata - Powiedziałam zabierając grupkę dzieci do pomieszczenia, które było w najlepszym stanie

?

Od Maksa

- Jedziecie do Starego sierocinca, jest przy granicy będzie dobry punkt obserwacji. - zarządził.
-Ale... - zacząłem jednak ten spojrzał na mnie gniewnie.
- Wykonać! - krzyknął.
Westchnąłem jedynie i razem z chłopakami ruszyliśmy w stronę stajni. Wsiadłem na Lucasa i ruszyliśmy w stronę sierocinca. Byliśmy tam po jakiś 2 godzinach. Było już ciemno gdy byliśmy na miejscu, wyjechaliśmy do pomieszczenia przez wyburzeną ścianę, było tam pusto, ciemno... były też schody, dziurawe, poniszczone a na nich deska po której wyjechaliśmy do góry. Było tu strasznie, na ścianach i podłodze krew i dziecięce rysunki. Nagle usłyszałem wyraźne "Ciii" spojrzeliśmy na siebie chłopakami po czym zsiedliśmy z koni i przeładowudjąc broń przeszliśmy do szafy w której ewidentnie ktoś był. W jednej chwili z rozmachem otworzyłem drzwi. Ku mojemu zdziwieniu była tam tylko grupka dzieci, zakonnica no i dziewczyna chyba mniej więcej w moim wieku. Lory spojrzał na mnie zdziwiony i podniósł broń.
- Nie. - powiedziałem jedynie kierując lufę w dół. - Nic im nie zrobimy. - dodałem. Kucnąłem przed nimi i Uśmiechnąłem lekko. - Jestem Maks... co tu robicie?
- Mieszkamy, a wy? - spytała siostra nadal niepewnie.
- Dostaliśmy rozkaz... - dałem im znak głową aby wyszli.
Tak też zrobili, ustawili się przed nami blisko siebie, kilkorga dzieci miało łzy w oczach.
- Teraz nas zabijecie? - spytała najstarsza dziewczyna.
- Skąd. Nie będziecie mieli nic przeciwko jeśli zrobimy sobie tutaj punkt obserwacyjny? - spytałem miłym tonem.

?